SEPT – Subiektywny Energetyczny Przegląd Tygodnia – odc. 28

SEPT – Subiektywny Energetyczny Przegląd Tygodnia – odc. 28

blank

Poniedziałek – 9 lutego

Szereg rozmów polskiego ministra finansów rodzi nowe spekulacje o derusyfikacji Rafinerii Schwedt – pisze Wojciech Jakóbik w serwisie Energy.Drink.  Tłem do rozważań była seria spotkań ministra finansów, Andrzeja Domańskiego, który najpierw rozmawiał z niemieckim wicekanclerzem Larsem Klingbeilem w Warszawie, potem towarzyszył premierowi Donaldowi Tuskowi w wizycie w Kijowie, a następnie sam udał się do Rijadu, stolicy Arabii Saudyjskiej. W arabskiej wizycie uczestniczyła też delegacja gospodarcza. Jak się wydaje, ważnym, by nie rzec kluczowym elementem wszystkich rozmów była energetyka.

Wojciech Jakóbik zastanawia się czy w tym kontekście uprawnione są pytania o „przyszłość współpracy polsko-saudyjsko-niemieckiej oraz bezpieczeństwo dostaw ropy na wschodniej flance NATO w kontekście Rafinerii Schwedt.”  Prowokuje do tych spekulacji wciąż nie rozwiązana sprawa własności Rafinerii Schwedt, należącej w większości do Rosnieftu. Wprawdzie teraz aktywa Rosjan zostały przekazane do zarządu powierniczego, ale Niemcy konsekwentnie unikają docelowych rozwiązań, przedłużając co pół roku stan właścicielskiej prowizorki. A chętny do odkupienia udziałów Rosnieftu był choćby nasz ORLEN. Pewnie ten chocholi taniec trwałby w nieskończoność – bo przecież Berlin myśli o powrocie do biznesu z Moskwą – gdyby nie sankcje administracji Trumpa na rosyjskie firmy paliwowe i presja na Niemców by zrobili porządek ze Schwedt. A termin zakreślony przez Amerykanów to 26 kwietnia.

Polska od kliku lat ma dobre relacje z Saudami, którzy kapitałowo weszli do Rafinerii Gdańsk.  Ale są też formaty współpracy trójstronnej polsko-niemiecko-saudyjskiej i jest to świetna podstawa do rozmów np. o przyszłości Rafinerii Schwedt. Powtarzam po wielokroć, że warto o te aktywa zawalczyć a Saudowie, jako potencjalny partner, mogą być kluczowym argumentem. To jest rozwiązanie wygodne dla wszystkich stron, oczywiście przy założeniu minimum dobrej woli ze strony Berlina. Schwedt jest obiektem o strategicznym znaczeniu dla Niemiec, ale też dla Polski. Może też się stać zaczynem myśli o budowie hubu o szerszym niż lokalne znaczeniu. Rozmowy w Kijowie m.in. o petrochemii to zdają się potwierdzać.

***

Warto jeszcze wrócić do dość ciekawego wydarzenia, jakim była XIII Konferencja „Nowe kierunki Kogeneracji” organizowana przez wydawnictwo Nowa Energia w Bielsku-Białej.W dyskusji panelowej wzięło udział kilku prezesów przedsiębiorstw ciepłowniczych w Polsce, tych raczej średniej wielkości, które chyba najdotkliwiej odczuwają trudy zmagania się z kolejnymi regulacjami unijnymi. Przedsiębiorstwa z Sandomierza, Skierniewic, Nowego Sącza, Piły. Różne miejsca, wielkość, ale problemy dość podobne.

Był też obecny prezes EC Zagłębie Dąbrowskie Sławomir Wołyniec,który skupił się na metodycznym przedstawieniu bieżących uwarunkowań funkcjonowania elektrociepłowni działających w Kogeneracji. Wyliczał systemowe błędy i niespójności regulacyjne, które dziś realnie wpływają na rentowność, możliwości inwestycyjne i stabilność sektora ciepłowniczego. Zwrócił uwagę na rozbieżność pomiędzy obowiązkami nakładanymi na wytwórców ciepła a mechanizmami taryfowymi i regulacyjnymi, które nie nadążają za rzeczywistymi kosztami prowadzenia działalności w kogeneracji.

Wtorek – 10 lutego

Centrum Strategii Rozwojowych przedstawiło Raport „Polska 2026 – Cisza przed burzą czy fundament nowej ery?  Zespół pod kierownictwem przewodniczącego Rady Fundacji Marcina Chludzińskiego (m.in. byłego prezesa ARP, KGHM, Gaz-Systemu) przygotował solidne opracowanie składające się z 11 części opisujących kluczowe obszary dla przyszłości Polski. Jak możemy przeczytać: „Autorzy analizują trendy makroekonomiczne, gospodarkę i finanse publiczne, energetykę, rynek pracy, demografię, handel, system podatkowy, funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, architekturę odporności państwa, stabilność otoczenia regulacyjnego oraz uwarunkowania związane z odbudową Ukrainy i rolą Polski w tym procesie. Odporność państwa została ujęta kompleksowo jako system obejmujący bezpieczeństwo, infrastrukturę, sferę informacyjną, stabilność instytucjonalną oraz spójność społeczną”.

Sama prezentacja wypadła dość okazale, bo wśród gości, którzy zostali zaproszeni do dyskusji panelowej znaleźli się były premier Mateusz Morawiecki, wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak Sejmu i Karol Rabenda, minister odpowiedzialny za sprawy energetyki w Kancelarii Prezydenta. Na szczęście, zarówno gospodarz wydarzenia, jak i zaproszeni goście starali się, by dyskusji nie zamknąć w tyle słusznych, co sztampowych wypowiedziach. To dobrze, bo jeżeli debata o strategii ma być poważna, to szkoda czasu na banalne przemowy. Teraz już wypada zaprosić do lektury z nadzieją, że stanie się istotnym elementem dyskusji, w którym kierunku powinna podążać Polska. Warto przeczytać, choćby po to by się pospierać. O Polskę zawsze warto.

Póki co w serwisie Energy.Drink ukazała się rozmowa z Marcinem Chludzińskim, który odnosząc się do Raportu stwierdził: „Trendy 2026, bo o tym jest raport, mówią po pierwsze o tym, że kończy się pewna mapa rzeczywistości geopolitycznej, w której funkcjonowaliśmy i musimy siebie wymyślać na nowo. To wymyślanie na nowo jest zarówno szansą, jak i zagrożeniem. My co prawda widzimy więcej szans, również gospodarczych i związanych z naszym modelem rozwoju. Jeśli nie zaczniemy podejmować pewnych tematów strategicznych, jak ceny energii, dbałość o local content, do takich tematów jak nowe przemysły cyfrowe i stworzenie warunków do rozwoju tych przemysłów w Polsce, czy kwestie związane z realizacją inwestycji obronnych. Mówimy o tym, żeby jak najwięcej tych zleceń zostawało w Polsce, to stracimy też swoją szansę. Strategia to myślenie o wyzwaniach, zagrożeniach, ale także o tym, co jest kluczowe i te cztery tematy, o których powiedziałem, są według mnie jak najbardziej kluczowe i są w naszym zasięgu, czyli nie wymagają dialogu z Unią Europejską, możemy wprowadzić szereg rozwiązań, które powodują, że sami mamy na to wpływ. W przeciwieństwie do geopolityki, która totalnie nie zależy od nas.”

Środa – 11 lutego

Echa z Forum przemysłowego w Antwerpii, które stało się generalną przygrywką przed szczytem Rady Europejskiej zwołanym na ten tydzień do Alden Biesen w Belgii.

Prezydent Francji ponowił postulat budowy jednolitego europejskiego rynku energii. „Musimy stworzyć prawdziwą unię energetyczną, która będzie w stanie zapewnić przemysłowi stabilną, przewidywalną i konkurencyjną energię. Europa musi stać się niezależną potęgą w obliczu zagrożeń ze strony Stanów Zjednoczonych i Chin. Potrzebujemy nowego wymiaru i nowego tempa w naszym podejściu, aby położyć kres fragmentacji, która osłabia Europę i grozi jej upokorzeniem.” Wszystko dobrze, tylko USA zagrożeniem? Hm… Macron sporo też mówił w tym kontekście o energetyce jądrowej i odważniejszym finansowaniu takich projektów. Po części wtórowała mu szefowa KE Ursula von der Leyen mówiąc konieczności zakończenia budowy projektu unii energetycznej, ale oczywiście musiała wyrazić też rytualny smutek z powodu ograniczeń w możliwościach przesyłu energii z niestabilnych OZE. Większy optymizm i solidne wsparcie dla projektów OZE wykazał za to kanclerz Niemiec, Friedrich Merz.

Ciekawie było też w związku z dyskusjami o systemie ETS. Mocne głosy krytyczne wybrzmiały z ust przywódców Niemiec i Francji. Merz: „System ten został wdrożony, aby zmniejszyć emisję CO2, a jednocześnie umożliwić firmom przejście na linie produkcyjne wolne od CO2. Jeśli więc nie jest to możliwe i nie jest to właściwy instrument, powinniśmy być bardzo otwarci na jego zmiany, albo przynajmniej na odroczenie.”Macron: „Europa nie może definiować ambitnych celów klimatycznych, pozwalając jednocześnie na zniknięcie swojej bazy przemysłowej. Wysokie ceny energii, w połączeniu z kosztami emisji dwutlenku węgla, przyspieszają deindustrializację, a nie dekarbonizację.” Tu trzeba podkreślić, iż takie wypowiedzi spotykały się z żywiołową i pochlebną reakcją publiczności.

To wyraźnie kontrastowało z obroną systemu ETS przez szefową KE, która tyleż przewidywalnie, co w oderwaniu od obecnych realiów gospodarczych w UE argumentowała:System handlu emisjami, ETS, przynosi wyraźne korzyści. Od momentu wprowadzenia w 2005 roku emisje spadły o 39 procent, podczas gdy gospodarka w sektorach objętych ETS wzrosła o 71 procent. To pokazuje, że dekarbonizacja i konkurencyjność mogą iść w parze”. I jak to skomentować?

Warto tu jeszcze dodać, że w związku z forum w Antwerpii ogłoszono „The Antwerp call to Alden Biesen” czyli apel środowisk przemysłowych do przywódców europejskich przed szczytem RE o „pilne i zdecydowane działania mające na celu odwrócenie narastającego kryzysu konkurencyjności przemysłu w UE.”

Czwartek – 12 lutego

Pisałem już kilkukrotnie o perypetiach związanych ustawy sieciowej tzw. UC84, będącej m.in. nowelizacją Prawa energetycznego.  Projekt przyjęty przez rząd 7 stycznia b.r. nim trafił do Sejmu spotkał się z szeroką krytyką branży OZE związanej z energetyką wiatrową i słoneczną. Krytykę rozumiałem, bo projekt dość mocno zaostrzał zasady przyłączania nowych instalacji do sieci. Ale założenia nowelizacji były jak najbardziej słuszne, bo starano się zaradzić rosnącym patologiom w systemie m.in. rezerwowaniu mocy „na zapas”, składaniu wniosków przyłączeniowych wielokrotnie na te same projekty, W efekcie mamy w systemie sztuczny niedobór przepustowości i długie kolejki dla realnych projektów. Stratni byli uczciwi z reguły drobni inwestorzy, wierzący w piękną opowieść o własnym prądzie. Za to ci mniej rzetelni pływali jak ryba w wodzie.

W ubiegłym tygodniu pojawiły się pierwsze zapowiedzi zawarcia kompromisu, czyli innymi słowy ustępstw wobec branży wiatrakowo-panelowej.  Wspominał o tym minister energii Miłosz Motyka. Równocześnie pomruki niezadowolenia zaczęły też płynąć z ministerstwa klimatu i środowiska, będącego nieformalną ekspozyturą wszystkich wielbicieli i innych interesariuszy wiatraków i paneli. Pod takimi ciosami wiadomo było, że projekt zanim na dobre zagości w parlamencie, będzie przedmiotem legislacyjnych wycinanek nazywanych eufemistycznie, kompromisem. Na razie mówi się o zmianach w systemie zaliczek, głównie wydłużeniu okresu ważności. Ale jestem przekonany, że na tym nie koniec.

Póki co, pierwsze posiedzenie komisji sejmowej zostało przerwane a projekt ma być przedmiotem prac na następnym posiedzeniu Sejmu. Ciekawe tylko co stanie się z samym projektem w tym czasie.

Piątek – 13 lutego

Kolejne kłamstwa klimatyczne wychodzą na jaw. Teraz w Holandii wybuchła afera dotycząca fałszowania danych metrologicznych.  To co szczególnie może oburzać, że kolejny raz w proceder manipulowania pomiarami i badaniami naukowymi wmieszana jest instytucja państwowa: instytut KNMI (Koninklijk Nederlands Meteorologisch Instituut, czyli Królewski Niderlandzki Instytut Meteorologiczny). Szerzej o tym na lamach DOBITNIE pisał Andrzej Pawluszek (Urzędnicy z gumką w ręku, czyli jak wymazano historię upałów w Niderlandach – Dobitnie). Przypomina się od razu niemal bliźniacza afera z Wielkiej Brytanii sprzed kilkunastu miesięcy z udziałem tamtejszej agencji rządowej Met Office.

Modus operandi choć trochę inne, to w gruncie rzeczy podobne w obu sprawach: Holendrzy nie pokazywali wszystkich pomiarów, Brytyjczycy pokazywali pomiary z nieistniejących punktów.  Jedni i drudzy dopasowywali wyniki „badań” do oczekiwań. Zupełnie jak bohater filmu „Obywatel Piszczyk”, który prowadząc w latach’50 badania opinii publicznej na zlecenie KC PZPR pytał szefa „to jak ma być”? Kogo pytali naukowcy z Holandii i Wielkiej Brytanii? Pewnie swoich szefów, a ci szefowie? Możemy się domyślać, grunt że „wyniki badań” były jak trzeba i teza o „płonącej planecie” dawała się udowodnić. Zupełnie jak w „Seksmisji”, gdzie jedna z głównych bohaterek z radością obwieszczała swojej szefowej, że „teza o tym, że mężczyźni są brakującym ogniwem w ewolucji pomiędzy nami(kobietami – dop.PP)a małpami, da się udowodnić”.  

W sumie to nic nowego, bo do kłamstw i manipulacji lobby klimatycznego mogliśmy się przez te wszystkie lata przyzwyczaić.  Pisali o tym w swoich książkach Steven Koonin, Bjorn Lomborg a u nas prof. Piotr Kowalczak. Pamiętamy aferę „Climatgate”, kiedy to wykradzione przez hakerów maile Climatic Research Unit (CRU) na Uniwersytecie Wschodniej Anglii wskazywały na manipulacje jakich dopuszczali się naukowcy zajmujący się badaniami klimatu. Sprawa była o tyle bulwersująca, że istniały silne relacje między CRU a Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC) ONZ-owską agendą ds. klimatu. IPCC wydaje cyklicznie raporty na temat zmian w klimacie i potencjalnych zagrożeń dla ludzkości z tego tytułu. Raporty te mają kolosalny wpływ na politykę wielu państw, także UE stanowiąc podstawę dla rygorystycznej polityki klimatycznej.

Podobnych bulwersujących spraw można wymienić więcej i nie mam żadnych wątpliwości, że będą się jeszcze pojawiały kolejne.  Za dużo w klimatyzm i biznes temu towarzyszący zainwestowano pieniędzy. Na tyle dużo, że udało się skorumpować dużą część środowisk naukowych na całym Świecie. I całe rzesze polityków. Niektórzy pewnie w to uwierzyli, tak jak miliony ludzi na Zachodzie i te tysiące młodych ludzi gotowych przyklejać się do ulic i oblewać farbami dzieła wybitnych malarzy. Strach z reguły był i jest skutecznym narzędziem w rękach możnych tego świata. A strach przed „płonącą planetą” wielu obezwładnia. Ale klimatyzm to też ideologia, wygodne narzędzie budowania „nowego wspaniałego świata”. Bez tego korumpowanie naukowców, zastraszanie społeczeństw i werbowanie janczarów spośród młodych pełnym szczytnych ideałów ludzi, nie byłoby tak skuteczne. Karol Marks, Towarzysze Lenin i Stalin czy Ideolodzy ze Szkoły Franfurckiej uśmiechają się zza grobu.

Sobota–  14 lutego

KE proponuje wprowadzenie międzynarodowych instrumentów finansowych przypominających kiedyś stosowane kredyty węglowe, jako wsparcie do celu redukcji CO2 w UE o 90% do 2040 r.  Parlament Europejski w głosowaniach w tym tygodniu taką propozycję poparł i otworzył ścieżkę do stosowania tych narzędzi do wysokości 5% emisji.

Abstrahując od samego celu redukcji – absurdalnego i powtórzę za marszałkiem Krzysztofem Bosakiem, świadczącego o odrealnieniu elit brukselskich – to takie pomysły dowodzą, że sami eurokraci zdają sobie sprawę, jak ciężko będzie osiągnąć ten cel. Stąd poszukiwanie najróżniejszych ekstraordynaryjnych narzędzi finansowych i prawnych.

Mechanizm ten odwoływałby się do zasad określonych w Porozumieniu Paryskim – czyli handlu i wzajemnym rozliczaniu emisji między krajami.  KE chce zbadać efekty oraz możliwe ramy prawne takiego rozwiązania. Przypomnijmy, że „klasyczne” kredyty węglowe to – nazwijmy to – certyfikaty, które oficjalnie oznaczają zmniejszenie emisji lub pochłonięcie określonej ilości CO2. Warunkiem do jego skuteczności jest ograniczenie gdzieś na Świecie emisji lub udowodnienie działań zmierzających do pochłonięcia dwutlenku węgla. Gdzieś na Świecie czyli równie dobrze w Afryce, Ameryce Południowej czy Azji. Nie muszę dodawać, że to stwarza ogromne pole do nadużyć i tworzenia finansowej i klimatycznej szarej strefy. Dla organizacji walczących z paliwami kopalnymi, które mocno krytykują takie rozwiązania to furtka do tzw. „greenwashingu”. Zresztą dlatego z takich narzędzi prawnych i finansowych UE zrezygnowała. Nadużycia, trudności w kontrolowaniu tych certyfikatów i niewielki wpływ na redukcje w UE połączony z „eksportem emisji” legły u podstaw decyzji o ich zniesieniu.

Teraz rozważa się ich przywrócenie. I nawet, jak to nie będą dawne „kredyty węglowe” to de facto mowa o takich samych instrumentach. Dla mnie to ewidentnie przyznanie się do słabości, ale sprytnie maskowane chęcią pomocy państwom takim jak Polska opierającym się wciąż na paliwach kopalnych. Bo wprowadzanie narzędzi z katalogu inżynierii finansowej, które jednak mogą stać się elementem dodatkowego kombinowania w systemie, to dowód słabości całego wielkiego planu klimatyczno-gospodarczego.

Niedziela – 15 lutego

I znów to zrobił! Donald Trump ponownie politycznie i prawnie zbombardował politykę klimatyczną, ale tym razem jest to niczym zrzucenie bomby atomowej.   Oto zniesiono regulacje, z czasów prezydentury Baracka Obamy, które kompleksowo wprowadzały restrykcje dot. emisji CO2. Znalazł się tam osławiony Endangerment Finding (Stwierdzenie zagrożenia) z 2009 r. będący fundamentem wszelkich decyzji w ramach tzw. polityki klimatycznej, o tyle istotny, że określano go jako naukową podstawę wprowadzanych regulacji. Jak głosi komunikat na stronie Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska (EPA) to „największe w historii USA działania de regulacyjne”. Pomijając emfazę, dość typową dla działań prezydenta Trumpa i niektórych jego urzędników, to sprawa rzeczywiście ma kolosalne znaczenie.

Zgodnie z komunikatem EPA, zniesienie tej podstawy oznacza koniec federalnych standardów emisji gazów cieplarnianych dla pojazdów i silników w latach 2012–2027 oraz powiązanych mechanizmów. Administracja Trumpa podkreśla, że regulacje Obamy nadmiernie obciążały przemysł, podnosząc koszty energii i hamując gospodarczy rozwój. EPA wylicza, że dzięki zmianom możliwe są oszczędności na poziomie 1,3 biliona USD. Zwolennicy decyzji mówią o „energetycznej suwerenności” i odbudowie przemysłu węglowego i nuklearnego. Krytycy ostrzegają natomiast, że USA tracą pozycję lidera w walce ze zmianami klimatu, a globalne wysiłki na rzecz ograniczenia CO₂ zostają osłabione. Lee Zeldin, szef EPA jedna z najbardziej znienawidzonych przez środowiska lewicowe osób w ekipie Trumpa, powiedział przy tej okazji: „Przywracamy zdrowy rozsądek, dajemy konsumentom wybór i obniżamy koszty dla amerykańskich rodzin.” Myślę, że wielu Amerykanów właśnie na taki komunikat czekało.

Na stronie Białego Domu można znaleźć całą masę wypowiedzi wspierających działania administracji Donalda Trumpa. Przytoczę dwie, dość interesujące moim zdaniem. Szef większości w Senacie John Barrasso: „Ustalenie o zagrożeniu opierało się na politycznej wygodzie – a nie na standardach naukowych. Administracje Bidena i Obamy rutynowo nadużywały tego odkrycia jako pretekstu do wprowadzania biurokracji, która zniszczyła miejsca pracy w całej Ameryce. Doceniam administrację Trumpa za cofnięcie tego szkodliwego działania i przywrócenie zdrowego rozsądku na EPA.” I Michelle Bloodworth, prezes i dyrektor generalna America’s Power: „Stwierdzenie EPA o zagrożeniu posłużyło jako podstawa regulacji zagrażających niezawodności naszej krajowej sieci energetycznej. Te regulacje, takie jak Plan Czystej Energii prezydenta Obamy oraz Plan Czystej Energii 2.0 prezydenta Bidena, zostały zaprojektowane, by wymusić przedwczesne wycofanie elektrowni węglowych w całych Stanach Zjednoczonych i zwiększyć zależność naszego kraju od źródeł energii elektrycznej mniej niezawodnej jak węgiel. Wymuszanie wycofania amerykańskiej floty węglowej i zagrażanie dostawom energii elektrycznej nie ma sensu, ponieważ amerykańska flota węglowa odpowiada za zaledwie 2% światowych emisji gazów cieplarnianych, podczas gdy emisje Chin i Indii stanowią prawie 40%. USA muszą korzystać z naszych zasobów węglowych, tak jak nasi globalni konkurenci polegają na węglu, by napędzać własny wzrost gospodarczy.

To już z kronikarskiego obowiązku odnotuję, że jeszcze we wtorek miała miejsce w Białym Domu inna uroczystość, ale w pełni korespondująca z powyższą decyzją prezydenta USA. Wydarzenie pod nazwą „Champion of Coal”, na którym Donald Trump podpisał rozporządzenie nakazujące Pentagonowi zakup energii z węgla i celebrował odrodzenie przemysłu węglowego. Prezydent został uhonorowany tytułem „Undisputed Champion of Beautiful, Clean Coal” (w wolnym tłumaczeniu: Niekwestionowany mistrz pięknego czystego węgla) za wsparcie dla górników i lokalnych społeczności. W przemówieniach podkreślano, że węgiel zapewnia tanie, niezawodne źródło energii i miejsca pracy.

Oczywiście, że tak! Bierzmy przykład z Amerykanów, więc Precz z Zielonym Ładem!

***

Materiał powstał dzięki współpracy z Wojciechem Jakóbikiem i serwisem Energy Drink.

***

Źródła:

  • www.energydrink.today/2026/02/09/andrzej-domanski-minister-finansow-rozmowy-niemcy-arabia-saudyjska-ukraina-energetyka-ropa-rafineria-schwedt/
  • www.nowa-energia.com.pl/2026/02/09/xiii-konferencja-nowe-kierunki-kogeneracji-juz-za-nami/
  • www.fundacjacsr.pl/trendy-2026-eksperci-csr-przedstawiaja-kluczowe-trendy-na-rok-2026/
  • www.fundacjacsr.pl/trendy_2026/
  • www.energydrink.today/2026/02/10/raport-trendy-2026-centrum-strategii-rozwojowych-energetyka-surowce-ceny-energii-bezpieczenstwo/
  • www.money.pl/gospodarka/bedzie-narada-przywodcow-ue-chca-szukac-gospodarczych-recept-dla-europy-7253339810777408a.html?utm_source=chatgpt.com
  • www.politico.eu/article/ursula-von-der-leyen-pushes-back-as-leaders-and-industry-plot-to-weaken-eus-core-climate-law-friedrich-merz/
  • www.antwerp-declaration.eu/the-antwerp-call-to-alden-biesen?mtm_kwd=11/02/2026_anyone
  • www.energydrink.today/2026/02/10/ustawa-sieciowa-kompromis-rzad-inwestorzy-oze-komisja-energii-deregulacji-sejm-dyskusja-wrochna-pigeor-kike-psew/
  • www.dobitnie.pl/urzednicy-z-gumka-w-reku-czyli-jak-wymazano-historie-upalow-w-niderlandach/
  • www.brightonjournal.co.uk/investigation-uncovers-allegations-of-fabricated-data-at-uk-weather-agency/
  • www.stephenschneider.stanford.edu/Mediarology/mediarology.html
  • www.montelnews.com/news/2fab36ef-1bbd-4a82-9a35-979d79196a55/ec-seeks-views-on-international-carbon-credit-rules?utm_source=chatgpt.com
  • www.carbon-pulse.com/481789/?utm_source=chatgpt.com
  • www.whitehouse.gov/articles/2026/02/president-trump-delivers-biggest-regulatory-relief-in-history/
  • www.epa.gov/newsreleases/president-trump-and-administrator-zeldin-deliver-single-largest-deregulatory-action-us
  • www.whitehouse.gov/articles/2026/02/champion-of-beautiful-clean-coal-president-trump-celebrates-industry-revival/
Autor tekstu
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank