Poniedziałek – 13 lipca
Wracamy po dłuższej przerwie. Wiele się wydarzyło, ale odniosę się tylko do naszej Konferencji w ramach cyklu Polska Następny Krok – DOBITNIE. Tym razem pod hasłem Energia dla Gmin. Samorząd – Energia – Przedsiębiorczość. Mieliśmy ambicję spojrzeć na kwestie bezpieczeństwa energetycznego z poziomu lokalnych społeczności. Ale równie ważny był dla nas głos przedstawicieli polskiego biznesu zaangażowanego w problemy energetyki w takim właśnie wydaniu. Stąd naszym partnerem był Związek Samorządów Polskich a do współpracy zaprosiliśmy m.in. Izbę Gospodarczą Urządzeń OZE i Polskiego Przemysłu reprezentowaną przez Prezesa Adama Noconia, Unię Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego i Biometanowego z Prezesem Arturem Zawiszę czy Polską Radę Pelletu.
Polecam obszerniejszą relację z Konferencji (Gminy, jako lokalne centra energetyczne. Refleksje po Konferencji organizowanej przez DOBITNIE Media – Dobitnie). Tu tylko odnotuję, że kilka razy słyszałem na Konferencji opinię wyrażaną przez samorządowców, że to pierwsza taka okazja by porozmawiać w podobnej formule na ten temat. Dość podobne opinie słyszałem od przedstawicieli zaproszonych izb gospodarczych, bo okazuje się, że nieczęsto pojawia się okazja do rozmowy z tak licznie zgromadzonymi samorządowcami. To może zaskakiwać, bo wydaje się, że środowiska te są na siebie wręcz skazane. Przyjmując z satysfakcją te opinie, traktujemy je równocześnie, jako zachętę do organizacji kolejnych podobnych wydarzeń.
***
Na Bliskim Wschodzie wojna miała się już zakończyć, ale ostatnio znów strony wymieniły się ciosami. Iran ogłosił ponowną blokadę cieśniny Ormuz. Wydawało się, że sytuacja na rynkach była już ustabilizowana, choć przecież notowania paliw na giełdach cały czas były na dość wysokich poziomach. Ale w związku z najnowszą eskalacją ostatnie kilka dni obrodziły wyraźnymi wzrostami kursów paliw i np. cena ropy Brent w ostatnim tygodniu wzrosła o ponad 10% parkując pod koniec dnia na poziomie ponad 81 USD za baryłkę. A więc dalej niestabilnie. Rosja i spekulanci zadowoleni…
***
W tym kontekście, szczególnie szokująco wybrzmiała informacja o nagłej śmierci senatora Lindseya Grahama. Republikanin, zwolennik twardej linii wobec Moskwy, zmarł po powrocie z wizyty w Kijowie. Nie sposób, nie zapytać o okoliczności śmierci polityka, szczególnie teraz w tak niespokojnym czasie. Pojawiają się kolejne informacje o prawdopodobnym zaostrzeniu kursu USA wobec Rosji, by wspomnieć wydarzenia z ostatniego szczytu NATO w Ankarze. Z Waszyngtonu dobiegają też informacje o mocniejszym dociśnięciu sankcjami rosyjskiego przemysłu paliwowego, w co był też zaangażowany zmarły senator. I właśnie w takim momencie następuje ta tajemnicza śmierć. Nie wiem, czy ktoś stał za tym tragicznym zdarzeniem, ale Moskwie to raczej nie pomoże.
Wtorek – 14 lipca
A Rosja zarabia i nie tylko dlatego, że trwa wojna na Bliskim Wschodzie. Financial Times podał, iż UE sprowadziła w pierwszych sześciu miesiącach b.r. rekordowe ilości rosyjskiego LNG ze złóż jamalskich (Yamal LNG). Według analityków firmy Kpler, których analizy były podstawą materiału FT, import wyniósł ok. 10 mln ton i był większy o ok. 18% w stosunku do analogicznego okresu 2025 r. Główni odbiorcy to: Francja, Belgia i Hiszpania. Oblicza się, że wartość zakupów to ok. 6 mld Euro. To wszystko się dzieje przed zakazem na zakup rosyjskiego gazu, jaki ma wejść w życie 1 stycznia 2027 r.
Wśród komentatorów dużo zrozumienia dla tej sytuacji. Bo po pierwsze, zakaz… jeszcze nie obowiązuje. Po drugie, importerzy chcą zmaksymalizować zakupy przed embargo. Po trzecie wreszcie, Rosjanie są obecnie w takiej sytuacji, że z projektu Yamal LNG surowiec mogą kupować de facto tylko odbiorcy z Europy, co daje nabywcom dużą korzyść. Ja oczywiście wszystkie te argumenty rozumiem, ba, zdziwiłbym się, gdyby z nadarzającej się okazji nikt nie skorzystał. Tylko po co były te wszystkie szumne odezwy, wzmożenia moralne, że z Rosji nie wolno kupować, bo jest się w ten sposób żyrantem zbrodniarzy i pomaga się agresorom. To oczywiście prawda, ale jak w tej sytuacji wyglądają nasi partnerzy z Zachodu? I po co były też te wszystkie połajanki w kierunku premierów Węgier i Słowacji? Czy ktoś teraz przeprosi Wiktora Orbana i Roberta Fico? A wypadałoby, bo w przeciwieństwie do Francji, Belgii czy Hiszpanii, Węgry i Słowacja realnie stały pod ścianą i były uzależnione od Moskwy. To powoli się zmienia, ale Budapeszt i Bratysława długo jeszcze nie będą miały komfortu wyboru jak Paryż, Bruksela czy Madryt.
Środa – 15 lipca
Rząd wreszcie przyjął projekt ustawy wspierającej branżę biogazu i biometanu. Mowa o projekcie ustawy o zmianie ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz niektórych innych ustaw (UD332) przygotowanego w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Co bardzo ważne, tym razem strona rządowa zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami skupiła się na przepisach dotyczących produkcji biogazu i biometanu i nie próbowała po raz kolejny dorzucić przy okazji pakietu rozwiązań wspierających niestabilne OZE (energetyka wiatrowa i słoneczna). To o tyle istotne, że Prezydent RP, Karol Nawrocki zadeklarował już wcześniej poparcie dla rozwiązań oczekiwanych przez branżę biogazową, ale oczekiwał by oddzielić procedowanie nad tymi przepisami od regulacji dot. wiatraków i paneli. W przeciwnym razie mogło skończyć się wetem, jak w przypadku ustawy odesłanej Sejmowi w sierpniu ub.r.
Jak możemy przeczytać w komunikacie, jaki pojawił się na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nowe regulacje mają przede wszystkim „zwiększyć wsparcie dla produkcji biometanu i biogazu”. Wśród rozwiązań szczegółowych możemy znaleźć przepisy definiujące nowy system wsparcia dla instalacji biometanoych o mocy ponad 1 MW. Ponadto określono zasady wsparcia w drodze aukcji (podobnie, jak dla innych OZE). Projektodawcy przewidują, że może to dotyczyć produkcji nawet ok. 300 mln m3 rocznie, co może oznaczać powstanie ok. 50 projektów. A producenci będą mogli korzystać ze wsparcia przez maksymalnie 20 lat. Propozycje przewidują cały szereg ułatwień już w samym procesie inwestycyjnym m.in. uproszczenie procedur administracyjnych i lokowaniu nowych instalacji przy zakładach przemysłowych czy gospodarstwach, które miałyby wykorzystywać produkowany gaz. W projekcie zawarto też pakiet norm dotyczących spółdzielni energetycznych.
Warto śledzić dalsze losy projektu, który powinien trafić teraz do Sejmu. Ale generalnie, ruch w dobrym kierunku branża producentów biogazu i biometanu wydaje się zadowolona o czym mogłem przekonać się rozmawiając z przedstawicielami Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego i Biometanowego (UPE BBI).
Czwartek – 16 lipca
Grecja zablokowała kolejny (bodaj 21) unijny pakiet sankcji na Rosję dotyczący m.in. handlu i transportu rosyjskich paliw np. LNG. Według Financial Times ambasador Grecji wprost oświadczył, że kolejne sankcje zrujnują jedną z greckich firm (Dynagas) należącą do George Prokopiou, potentata wśród światowych armatorów. Kluczem jest tu flota 27 gazowców należących do Greków, w tym są jednostki przystosowane do przewozu LNG ze złóż jamalskich (pisałem we wtorkowej notce). Jak twierdzą Ateny takich statków nie da się łatwo wykorzystać gdzie indziej, a to oznacza, że projektowany zakaz przyniesie utratę ogromnej części wartości tych aktywów. To oczywiście jest dyskusyjne, ale sprzeciw Grecji był stanowczy. Co ciekawe, to wymusiło na ambasadorach konieczność tymczasowego przedłużenia mechanizmu max. pułapu cenowego za rosyjską ropę (44,10 USD za baryłkę), Tu warto zauważyć, że omawiany pakiet sankcji miał dotyczyć nie tylko sektora paliwowo-energetycznego, ale także rosyjskich banków, ograniczeń w obrocie kryptowalutami i kolejnych obostrzeń wobec przemysłu zbrojeniowego.
Mnie takie postępowanie Aten nie cieszy, ale i nie oburza, cóż, walczą o swoje firmy, miejsca pracy i własne PKB. To oczywiście jest kolejna odsłona problemu, o którym pisałem powyżej. Z jednej strony, hipokryzji elit UE, z drugiej nie zważanie na interes mniejszych, słabszych i biedniejszych państw Wspólnoty. Przy zmianie polityki Węgier – przynajmniej retorycznej – i większej elastyczności Słowacji, okazało się, że teraz Grecja nie przestraszyła się roli hamulcowego następnych sankcji wobec Kremla. I przekonaliśmy się, że wzruszające odezwy o jednomyślność i ogólnoeuropejskie wzmożenia moralne działają, jakby słabiej. Grecja nie jest tak bogata, jak inni co głośniejsi heroldowie następnych obostrzeń wobec Moskwy, a jeżeli, jak słyszymy, konsekwencje kolejnych sankcji nie zawsze sprawiedliwie rozkładają się na państwa UE to można zrozumieć protesty i skłonność do większej odwagi na forum UE. Teraz tylko czekam na publiczne połajanki w kierunku greckich polityków, choć nie, tak naprawdę nie oczekuję tego, a Greków rozumiem. Oczywiście, chętniej powitałbym mocniejsze dociśnięcie Rosji, ale na Grekach wyżywać się nie będę.
***
I kończąc w tym wydaniu SEPT wątek rosyjskiego sektora paliwowego, to warto odnotować dość brutalne postępowanie Pekinu wobec Moskwy. Jak donosi Wall Street Journal Chiny zakomunikowały Rosji, że zgodzą się na budowę wielkiego gazociągu „Siła Syberii 2” pod dość twardymi warunkami. Najważniejszy z nich jest taki, że cena gazu dla Pekinu ma być taka sama co dla odbiorców krajowych, czyli znacznie niższa od eksportowej. To oznacza de facto, że Gazprom musiałby dopłacać do umowy. A mówimy o ogromnym kontrakcie – przepustowość gazociągu miałby osiągnąć poziom 50 mld m3 rocznie – który w zamierzeniach miał stabilizować sytuację rosyjskiego giganta gazowego po utracie rynków unijnych. Chiny doskonale o tym wiedzą i wzięły na przeczekanie swoich partnerów z północy. Raz, że mają więcej argumentów w ręku, dwa, nie muszą już teraz podpisywać umów, mają pokryte zapotrzebowanie i zdywersyfikowane kierunki dostaw, trzy, potrafią czekać, bo jest to zgodne z ich kulturą strategiczną o czym przekonali się… sami Rosjanie. Negocjacje do „Siły Syberii” trwały 15 lat.
O sprawie pisałem w ubiegłym roku i wtedy już zwracałem uwagę, że biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności kontrakt nie będzie opłacalny dla Rosji. Zarówno ekonomicznie, jak i politycznie. Dziwił w tej sytuacji pęd Moskwy do jak najszybszej realizacji umowy, bo widać było, że Pekin będzie chciał to wykorzystać. Z drugiej strony ta desperacja mogła wskazywać, że z Gazpromem i generalnie wpływami do budżetu Rosji osłabionego trwającą wojną nie jest dobrze. Tym niemniej oczywiste było, że w interesie Moskwy jest pewna wstrzemięźliwość. Lektura tekstu WSJ wskazuje, że jest dużo gorzej i umowa zawarta pod dyktando Chin może być to punktem zwrotnym w relacjach między oboma państwami. Moskwa straci znaczące atuty wobec Pekinu i będzie w permanentnej asymetrii wobec… no właśnie, partnera?. Większość komentatorów od dawna już zwraca uwagę, że partnerstwo na linii Moskwa-Pekin jest tylko umowne. Realizacja „Siły Syberii 2” zedrze jakiekolwiek pozory z tej relacji. Jak pisze autor WSJ „Cztery lata wojny i izolacji gospodarczej sprowadziły rosyjskiego prezydenta do roli błagającego w relacjach, które stają się coraz bardziej niezrównoważone.”
Piątek – 17 lipca
Rewizja ETS nie będzie luzowaniem polityki klimatycznej. To przygotowanie systemu do realizacji celu Fit90 – to konkluzja Raportu przygotowanego przez Centrum Strategii Rozwojowych. CSR to jeden z najmłodszych, ale równocześnie najaktywniejszych think tanków. Sporo miejsca poświęcają energetyce, dlatego nie powinien dziwić fakt, że kolejna analiza wpisuje się w toczoną właśnie dyskusję na temat rewizji systemu ETS i zaplanowaną na dzisiaj prezentację propozycji KE w tym zakresie (o czym poniżej).
Sam Raport stanowi mocne wsparcie dla krytyków systemu. Marcin Izdebski, jeden z autorów publikacji, doradca Prezydenta RP stwierdza przy okazji prezentacji Raportu: „Rewizja ETS będzie przedstawiana jako odpowiedź na obawy przemysłu, ale nie zmienia zasadniczej prawdy: nie można pięcio- lub dziewięciokrotnie przyspieszyć redukcji emisji i jednocześnie twierdzić, że polityka staje się łagodniejsza. Niezależnie od komunikacyjnej oprawy system będzie musiał być bardziej restrykcyjny i kosztowniejszy niż ten, który znamy dzisiaj. Tymczasem już obecne regulacje doprowadziły do utraty części europejskiej bazy przemysłowej, setek tysięcy miejsc pracy i rosnącej zależności od importu. Europa nie potrzebuje kolejnego zabiegu wizerunkowego. Potrzebuje uczciwego bilansu skutków swojej polityki.”
Jak możemy przeczytać „Od 1990 do 2024 r. UE ograniczyła emisje o około 35%. Fit90 wymaga redukcji o kolejne 55 punktów procentowych w ciągu zaledwie 16 lat. Historyczne tempo spadku emisji UE wynosiło około 1,3% rocznie. W zależności od poziomu pochłaniania CO₂ i wykorzystania kredytów międzynarodowych realizacja Fit90 będzie wymagała redukcji rzędu 6,7-11,0% rocznie, czyli około 5-9 razy szybszej niż dotychczas. Takie tempo musiałoby zostać utrzymane przez kilkanaście lat bez przerwy.” To rzecz jasna nierealne.
Ale nawet te tempo przyniosło już określone, fatalne konsekwencje: „Wszystkie pięć analizowanych działów przemysłu energochłonnego UE – metale, chemia, papier, rafinerie oraz produkcja cementu, szkła i ceramiki – znajduje się poniżej poziomu produkcji z 2005 r. Od 2008 r. zatrudnienie w Unii w tych branżach zmniejszyło się o około 643 tys. osób. W tym samym czasie przedsiębiorstwa europejskie ponosiły trwale wyższe koszty energii niż konkurenci zagraniczni. Jednocześnie udział UE w światowych emisjach spadł do niespełna 6%, podczas gdy globalne emisje wzrosły od 1990 r. o około 65%.”
Jak podsumował Marcin Chludziński, Przewodniczący Rady CSR: „Obecne przepisy klimatyczne skupiają się wyłącznie na zanieczyszczeniach powstających fizycznie w europejskich fabrykach, ignorując to, ile emisji powstaje przy produkcji towarów, które sprowadzamy i konsumujemy.(…) Kiedy czystsza europejska produkcja jest zastępowana bardziej emisyjnym importem, nie mamy do czynienia z dekarbonizacją. Mamy do czynienia z eksportem przemysłu, miejsc pracy i emisji poza Unię Europejską. Rewizja ETS, która nie zatrzyma tego mechanizmu, nie rozwiąże problemu, a przy celu Fit90 jeszcze go pogłębi.”Nic dodać, nic ująć…
***
Dzisiaj Komisja Europejska pokazała propozycje ws. reformy systemu ETS. I po raz kolejny w kontekście oczekiwań wobec KE mogę to skwitować: góra urodziła mysz. Bez realnego przełomu, choć nie brakowało ładnych słów, deklaracji i tego charakterystycznego brukselskiego wzmożenia moralnego, że ratujemy klimat. Ale to raczej pudrowanie konającego. Powiem więcej, dla mnie to bardziej było uroczyste obwieszczenie agonii z wezwaniem do jej przyspieszenia. Bo z jednej strony są jakieś propozycje poluzowania rygoryzmu systemu EU ETS – część krytyków systemu może być zadowolona, bo w oderwaniu od clou problemu brzmią niekiedy rozsądnie – a z drugiej twarde deklaracje kontynuacji, ba, zaostrzenia tzw. polityki klimatycznej. Innymi słowy: to co nas zatruło, to może będzie przez jakiś czas podawane w mniejszych dawkach, ale stan zatrucia chcemy by trwał dalej a moment zgonu pozostawiamy bez zmian. Bez sensu? Oczywiście. Ale cel redukcji emisji CO2 do 2040 (90%) został utrzymany, a takie podmioty jak nasz ORLEN zostaną poddane większej presji dekarbonizacyjnej i generalnie jeszcze trudniej będzie wydatkować środki na aktywa związane z paliwami kopalnymi. Określono cel elektryfikacji do 2040 r. na poziomie 46% i dodatkowo potwierdzono rozszerzenie ETS na kolejne branże przemysłu i usług.
Oto w telegraficznym skrócie najistotniejsze z przedstawionych propozycji:
- Wolniejsze zmniejszanie liczby uprawnień do emisji CO₂. Zamiast obecnego współczynnika redukcji (LRF – Linear Reduction Factor) 4,3% rocznie, od 2031 r. miałby on wynosić 3,7%, a od 2036 r. 1,7%. Oznacza to wolniejsze ograniczanie podaży uprawnień i potencjalnie mniejszą presję na wzrost ich cen.
- Więcej darmowych uprawnień dla przemysłu. Obecny harmonogram przewiduje wygaszenie bezpłatnych przydziałów do 2034 r. Komisja proponuje wydłużenie tego okresu do 2038 r. Ale pod istotnym warunkiem: przedsiębiorstwa będą inwestować w dekarbonizację i będą na tę okoliczność przedstawiały plany realizacji tych założeń..
- Łagodniejsze zasady przydziału bezpłatnych uprawnień.
- Zmiana zasad funkcjonowania Rezerwy Stabilności Rynku (MSR). Współczynnik wycofywania nadwyżki uprawnień z rynku ma zostać obniżony z 24% do 12%, co zwiększy liczbę dostępnych uprawnień i może ograniczyć zmienność cen.
- Przedłużenie działalności Funduszu Modernizacyjnego do 2040 r. Mówi się o 280 mln uprawnień dla 12 krajów, w tym Polski, które powinny służyć modernizacji energetyki. Ale znów, bez zgody na inwestowanie w źródła oparte na paliwach kopalnych.
- Powrót międzynarodowych kredytów węglowych.
Przedmiotowe propozycje mogą być uznane za ruch w dobrym kierunku. Co zdanie, to mówi się o miliardach Euro, setkach miliardów. Nadmierni optymiści mogą nawet stwierdzić, że KE wsłuchuje się w głosy krytyczne i potrafi kierować się rozsądkiem. Pewnie niektórzy tak napiszą, zresztą już czytałem opinie o „historycznych propozycjach”, że „Europa górą”, „wszyscy wygrali”, a już na pewno „Polska wygrała pierwsze starcie”.
Hm… Ktoś wygrał? Kto konkretnie, bo chyba nie Europa? Bo jeżeli przyjmiemy, że cele wprowadzenia systemu ETS w zakresie redukcji CO2 – już abstrahuję od samej dyskusji na temat celowości takich działań – są osiągane w iluzorycznym stopniu, a równocześnie następuje dewastacja gospodarek państw UE i ucieczka przemysłu choćby do Chin czy USA, to wtedy musimy zadać sobie pytanie: po co to wszystko? I kto naprawdę na tym zyskuje? Co te reformy mogą zmienić, skoro w DNA systemu ETS wpisane jest destrukcja? Tak, destrukcja. To już powszechne odczucie, nie jakiś „denialistów klimatycznych”, ale wpływowych komentatorów i przedstawicieli środowisk przemysłowych choćby z Niemiec.
Kiedyś, kiedy zbiedniejemy do reszty, ci co tak gromko forsowali te wszystkie polityki klimatyczne stwierdzą – pomyliliśmy się. Jak ci, co za pomocą nagana kolektywizowali kilkadziesiąt lat temu wsie, pisali wzruszające wiersze o tow. Stalinie i zmuszali nas do miłości do Kraju Rad. Tylko kiedy usłyszymy „pomyliliśmy się” to wtedy, już nie będzie czego z nas zbierać. Ale pocieszmy się, że ktoś na tym zarobi. Najwięcej zapewne ci, którzy u siebie systemu ETS nie wdrożyli…
(w sprawie polecam moj tekst na DOBITNIE KE przedstawiła pomysły korekty systemu ETS. Egzekucja gospodarek UE odłożona o kilka lat – Dobitnie)
Sobota– 18 lipca
Offshore na hamulcu? Nawet PSE liczy pieniądze. Przez lata słyszeliśmy, że morskie farmy wiatrowe są niemal synonimem taniej energii i nowoczesności. Tymczasem coraz częściej z ust osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo krajowego systemu elektroenergetycznego płyną znacznie bardziej wyważone opinie. Jak możemy przeczytać w tekście Wojciecha Jakóbika na sewisie Enrgy Drink Prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Grzegorz Onichimowski zapowiedział przygotowanie nowego mechanizmu wsparcia dla morskiej energetyki wiatrowej. Powód jest prosty – obecny model oznacza bardzo wysokie koszty, które ostatecznie ponoszą odbiorcy energii i podatnicy. To ważny sygnał, bo pochodzi nie od przeciwników transformacji energetycznej, lecz od szefa instytucji odpowiadającej za stabilność całego systemu. Najistotniejsza jest jednak zmiana narracji. I choć w kręgach decydentów nie mówi się o rezygnacji z offshore, to jednak co raz częściej słychać pytanie: jak rozwijać tę technologię, aby nie płacić za nią znacznie więcej, niż jest to konieczne?
I jak przekonuje nas autor morskie farmy wiatrowe mają swoje zalety np. pracują stabilniej i osiągają wyższy współczynnik wykorzystania mocy niż lądowe instalacje wiatrowe. Jednocześnie są zdecydowanie droższe w budowie i wymagają kosztownego systemu wsparcia. Przywoływane szacunki wskazują, że koszt energii z nowych projektów offshore może przekraczać 500 zł za MWh, podczas gdy energetyka wiatrowa na lądzie pozostaje wyraźnie tańsza. To właśnie dlatego pojawiła się zapowiedź nowego modelu finansowania. W energetyce, jak i w ekonomii, nie ma darmowych obiadów. Każde źródło energii ma swoją cenę. Rolą państwa jest więc nie wybór „modnej” technologii, lecz znalezienie takiego miksu energetycznego, który zapewni bezpieczeństwo dostaw przy możliwie najniższym koszcie dla gospodarki. Być może właśnie kończy się etap prostych haseł o „taniej energii z morza”, a zaczyna czas znacznie trudniejszych pytań o rachunek ekonomiczny całej transformacji.
Niedziela – 19 lipca
Pozostajemy przy niestabilnych OZE. Media donoszą o kolejnej problemach w branży, może nawet aferze. Sprawa, którą pierwsza opisała Gazeta Wyborcza dotyczy dość gwałtownego załamania działalności polskiej spółki Spectris Energy (SE), należącej do grupy GoldenPeaks Capital (GPC). SE uważana była za jednego z największych deweloperów fotowoltaiki w Polsce, wspominano o portfelu realizowanych i planowanych inwestycji o mocy w sumie nawet 1 GW.
Jak twierdzą dziennikarze GW problemem jest nawet nie to, że firma ma problemy finansowe, bo o nich mówiono od pewnego czasu, w czerwcu spółka złożyła wniosek o restrukturyzację. Obawy budzi skala zadłużenia – ok. 440 mln zł. i, jak wiele na to wskazuje, dość nagłe wycofanie się z Polski (zamknięcie de facto działalności operacyjnej) i pozostawienie niezapłaconych zobowiązań wobec wykonawców. A już Hiobowo brzmią rewelacje ujawnione przez autorów, że ze spółki wytransferowano znaczne środki, ok. 100 mln Euro na konta podmiotów powiązanych z GPC znajdujących się na Malcie. Te przelewy miały być realizowane przed ogłoszeniem przez SE informacji o pogorszeniu się sytuacji finansowej spółki.
W artykule jest wiele pytań, nie wszystkie podane informacje są wystarczająco mocno udokumentowane, stąd dziennikarze muszą po części opierać się bardziej na spekulacjach w oparciu o dostępne dane niż twardych dowodach. Tym niemniej sprawa wygląda bardzo poważnie i może być elementem dyskusji o ciemnej stronie boomu fotowoltaicznego. Gdy rynek rósł w zawrotnym tempie, łatwo było uwierzyć, że wystarczy zgromadzić portfel projektów, znaleźć finansowanie i sprzedać kolejne aktywa z zyskiem. Jednak kiedy warunki rynkowe się pogorszają okazuje się, że za efektownymi prezentacjami często nie stoją równie trwałe fundamenty biznesowe. Ta historia powinna być przestrogą dla całego sektora energetycznego, że tzw. „zielona transformacja” nie zwalnia z elementarnych zasad odpowiedzialności biznesowej. Być może największym problemem nie jest nawet upadek jednego dewelopera, lecz model rynku, który przez lata bardziej premiował obrót projektami niż ich bezpieczną realizację. Ostatecznie bowiem za każdą spektakularną porażką stoją konkretni ludzie – przedsiębiorcy, pracownicy i lokalne firmy, które uwierzyły, że uczestniczą w stabilnym przedsięwzięciu.
***
FOT. Obraz wygenerowany przez AI.
***
Źródła:
- www.investing.com
- www.dobitnie.pl/gminy-jako-lokalne-centra-energetyczne-refleksje-po-konferencji-organizowanej-przez-dobitnie-media/
- www.wjakobik.com/2026/07/13/lindsey-graham-nie-zyje-nowe-sankcje-rosja-kraje-trzecie-ropa-paliwa-wsparcie-ukraina-dronopad-rosja-energetyka-bezpieczenstwo/
- www.ft.com/content/de9bbc3a-c317-4e5f-a324-6ec0dde45722?utm_source=chatgpt.com
- www.gov.pl/web/premier/projekt-ustawy-o-zmianie-ustawy-o-odnawialnych-zrodlach-energii-oraz-niektorych-innych-ustaw16
- www.ft.com/content/fe5298b6-499b-4647-984f-fdcf3917e696?utm_source=chatgpt.com
- www.reuters.com/business/energy/eu-envoys-fail-agree-21st-package-sanctions-against-russia-says-eu-diplomat-2026-07-15/?utm_source=chatgpt.com
- www.wsj.com/world/x-putin-junior-partner-df611b88?utm_source=chatgpt.com
- www.fundacjacsr.pl/rewizja-ets-nie-bedzie-luzowaniem-polityki-klimatycznej-to-przygotowanie-systemu-do-realizacji-celu-fit90/
- www.ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/pl/ip_26_1596
- www.energydrink.today/2026/07/17/rewizja-ets-fundusz-modernizacyjny-do-2040-roku-zalozenia-polska-energetyka/
- www.reuters.com/business/environment/eus-plan-overhaul-its-carbon-market-2026-07-17/?utm_source=chatgpt.com
- www.energydrink.today/2026/07/14/polska-morskie-farmy-wiatrowe-nowy-mechanizm-wsparcia-zapowiedz-pse-grzegorz-onichimowski/
- www.wyborcza.biz/biznes/7,179190,32902512,fotowoltaika-lwa-salonowego-upada-przelewy-na-malte-na-100.html?utm_source=chatgpt.com&disableRedirects=true
